Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 23 listopada 2014

Poradniki - wilki w owczej skórze?

Uwielbiam książki. Również te spoza beletrystyki. Lubię również wszelkiego rodzaju poradniki, ale muszę przyznać, że nie raz się na nich przejechałam.
Gdy zaszłam w ciążę od razu poleciałam do księgarni. Zakupiłam dwa najpopularniejsze poradniki dla kobiet w ciąży i dla matek: "W oczekiwaniu na dziecko" oraz "Pierwszy rok życia dziecka". Dwa grube tomiska, które nie nadają się do czytania od deski do deski. Raczej służą mi jako "encyklopedia", gdy czymś się zainteresuję. Przeglądałam je wg. rozdziałów w zależności od tygodnia ciąży i rozwoju dziecka. Muszę przyznać, że ogólnie bardzo lubię te pozycje, bo zawierają naprawdę dużo przydatnych informacji. Problem w tym, że niektóre nie są dostosowane do naszych realiów, ponieważ są to książki amerykańskie. Przykład? Napisane w nich jest, że krzywą cukrową wykonuje się pijąc napój o smaku pomarańczowym :D Ale takie niuanse po prostu omijam. Bardziej posłużyła mi pierwsza część, ta o ciąży. Z ogromną przyjemnością czytałam o rozwoju dziecka tydzień po tygodniu. Rozwiała też sporo moich wątpliwości.
Kolejny bardzo znany poradnik pożyczyła mi moja ciocia. Jest to "Język niemowląt" Tracy Hogg. Kto o tym  nie słyszał...? Dziecięca szeptunka, jak nazywa siebie autorka, pomaga na przykładach ze swojej pracy z dziećmi, zrozumieć zachowania i komunikaty naszych pociech. Ciekawa książka, ale kojarzy mi się raczej z nauką tresury dzieci jak np. odkładanie dziecka po kilkadziesiąt razy do łóżeczka, żeby nauczyło się samo usypiać.
Obok poradników książkowych, miałam całą stertę czasopism i ulubionych stron internetowych. Chłonęłam wiedzę w nich wypisywaną i czułam, że z dnia na dzień coraz lepiej przygotowuję się do roli matki, że nic mnie nie zdziwi, bo wiem praktycznie wszystko. No i wiem sto razy więcej niż wiedziała kiedykolwiek moja czy męża mama. Teraz są nowe badania, nowa wiedza, jest lepiej i łatwiej. Takie miałam podejście. Chwaliłam się przed mężem znajomością tych wszystkich informacji dotyczących opieki nad niemowlęciem, wychowania. Czułam się naprawdę "wyedukowana". Jak łatwo było można przewidzieć wszystko, za przeproszeniem, trafił szlag :) Maleństwo pojawiło się na świecie i wszystko się pozmieniało w mojej głowie ;) 
Żeby nie było, wiele poradników ma rację w różnych sprawach  i często są pomocne. Mogą być wsparciem przy jakichś trudniejszych momentach, pomagają usystematyzować jakąś wiedzę o maluszkach. Podają jednak porady, a nie zasady według których trzeba postępować. Często też na wiele ze sposobów podanych w poradnikach, mamy wpadają same. Ot tak, instynktownie. Ja, jako świeżo upieczona mama, całkiem straciłam głowę. Im więcej czytałam tym było gorzej. Przykładowo, zadręczałam się co jest nie tak z moim synkiem, że (mając tydzień) ssie pierś co godzinę, a przecież T. Hogg napisała, że zdrowe dziecko nie potrzebuje ssać częściej niż co 2-3 godziny. Dopiero w innym poradniku przeczytałam o karmieniu na żądanie i zrozumiałam, że wszystko jest tak jak powinno. Niestety, często łapałam się na tym, że "czytałam, że powinno być inaczej". I chociaż byłam świadoma, że poradniki to tylko zbiory wskazówek, wciąż i wciąż zdarzało mi się za bardzo im ufać. Gdy Michaś miał dwa tygodnie uznałam, że te wszystkie książki i gazety przytłumiły mój instynkt macierzyński, że chciałam zrobić coś, co przecież w poradnikach było krytykowane: wpisać swoje dziecko w jakieś ramy zachowań, ustalone przez lekarzy, naukowców, psychologów i nie wiadomo kogo jeszcze. Po prostu się w tym wszystkim zagubiłam, zapominając, że każde dziecko jest inne. Że to co teraz piszą w książkach zaraz może się zmienić jak np. wytyczne dotyczące żywienia niemowląt. Naprawdę można się nieźle przejechać.
Drogie mamy, nie dajcie sobą manipulować. Nie wierzcie do końca tym wszystkim poradnikom. Porównajcie je sobie, a zauważycie informacje, które sobie przeczą. Jedni uważają tak, inni inaczej. Do każdego dziecka trzeba podejść indywidualnie. Nie mówię poradnikom i gazetom "nie", bo nie raz zdarza się, że coś mogą podpowiedzieć, ale trzeba to czytać z odpowiednim podejściem i nie wierzyć w 100% w to co jest napisane. Podobnie patrzeć musimy na rady innych mam czy babć i ciotek. Słuchajmy, czytajmy, ale dobrze rozważmy. A potem idźmy swoją dróżką, bo nasze dziecko jest wyjątkowe i pisze swój własny, jedyny w swoim rodzaju poradnik ;)

piątek, 27 czerwca 2014

Jakim jestem czytelnikiem?

No i zostałam nominowana przez Anetę z bloga Mama Filipka do wzięcia udziału w zabawie "Jakim jestem czytelnikiem?" No to zaczynamy:

1. Zamiłowanie do książek, takie prawdziwe pojawiło się u mnie dopiero w gimnazjum, kiedy to koleżanka namówiła mnie do wzięcia udziału w konkursie, dotyczącym Jeżycjady Małgorzaty Musierowicz, organizowanym przez naszą bibliotekę szkolną. W konkursie miały być drużyny dwuosobowe no i padło na mnie. W ciągu kilku dni przeczytałam wszystkie części, które ukazały się do tego czasu i wraz z koleżanką zajęłyśmy pierwsze miejsce :) Przyznam się, że czytałam te książki pod ławką na fizyce, języku polskim i chemii oraz na w-fie gdy nie ćwiczyłam. Wtedy zrozumiałam jak fascynujący może być świat literatury :)

2. Częstotliwość czytania książek jest u mnie zmienna. Zależy od okoliczności i tego co aktualnie dzieje się w moim życiu. Teraz ze względu na to, że całym moim światem jest mój synek, to chwilowo książki odeszły na dalszy plan. Ale kombinuję już jak tu wrócić do dawnych nawyków, kiedy zawsze miałam jakąś książkę pod ręką.

3. Najlepsze co może być to chłodny jesienny lub zimowy wieczór, ciepły kocyk, w jednej ręce kubek z ciepłą herbatką z cytryną i w drugiej oczywiście książka :) Ubóstwiam takie chwile.

4. Moimi ulubionymi autorkami były zawsze Joanna Chmielewska i Dorota Terakowska, a poza tym lubię romansidła Nicolasa Sparksa ;) i wiele, wiele innych autorów. Tak naprawdę ciężko wybrać kilku.

5. Mam kilka ulubionych książek: "Klin" J. Chmielewskiej, Praktycznie wszystkie D. Terakowskiej, ale w szczególności "Tam gdzie spadają anioły" i "Poczwarka". Poza tym "Żona podróżnika w czasie" (również pod tytułem "Miłość ponad czasem") autorstwa Audrey Niffenegger oraz "Tato" Williama Whartona.

6. Ulubiony rodzaj? Oj ciężko powiedzieć. To zależy po co czytam ;) Jeśli dla poprawy humoru, dla, jak ja to nazywam, odmóżdżenia, czyli oderwania się od rzeczywistości to wybieram kryminały, romanse, nawet literaturę młodzieżową. Jeśli czytam "dla czegoś więcej" to króluje literatura teologiczna i duchowa, gdzie czytam przede wszystkim powieści o świętych, ale też poradniki duchowe. Nie stronię też od naszej polskiej klasyki. Aktualnie jestem w trakcie "Chłopów" i przymierzam się ponownie do trylogii Sienkiewicza, której nie doceniłam w latach szkolnych. No i z młodszych lat pozostało mi zamiłowanie do fantastyki, w której jednak nie przebrnęłam przez polską klasykę, czyli Sapkowskiego, no ale rządzi Tolkien ;)

7. Książek nie kupuję, a wypożyczam. Niestety przez to, że nie jestem zameldowana w mieście w którym mieszkam nie mogę wypożyczać tak jak zwykle. Obowiązuje mnie tu kaucja w wysokości 100zł. Chwilowo jednak nie mam kiedy wybrać się po jakieś czytadła :) U siebie, w rodzinnym mieście odwiedzałam bibliotekę co trzy dni. Zwłaszcza w wakacje, gdy potrafiłam przeleżeć cały dzień z książką. Nawet przy jedzeniu ;)
Są jednak książki które kupuje. Jeśli coś mi się naprawdę spodoba, to po prostu muszę to mieć ponieważ do ulubionych pozycji często wracam, dlatego mam na półce Terakowską czy Chmielewską czy np. "Żonę podróżnika w czasie".
Jeśli chodzi o literaturę duchową to owszem, kupujemy z mężem książki tego rodzaju, ponieważ uważamy, że warto do nich często wracać no i przydadzą się kolejnym pokoleniom ;)

8. Kiedyś upierałam się, że jak zaczynam czytać książkę to muszę ją dokończyć choćby nie wiem co. I dalej tak mi się zdarza, chociaż są dwie które odłożyłam. "Diabeł ubiera się u Prady" kompletnie mnie nie wciągnęła i jeszcze jakaś taka... chyba miała tytuł "Sędziowie" czy coś... nie pamiętam. Podchodziłam do niej 4 razy i nic. Klapa totalna. Ale to tylko te dwa przypadki.

9. Zdarzało mi się nie raz, że miałam zaczęte trzy książki naraz. Jedną w torebce, drugą na jeden humor, a trzecią na jakiś inny ;)

10. Co do ebooków... Przyznaję się, jestem gadżeciarą. Naciągnęłam tatę na czytnik i mam na nim kilka książek. Ponieważ nie męczę się przy czytaniu na czytniku tak jak przy czytaniu z komputera to często z niego korzystam. Jest to wygodne gdy gdzieś się wybieram i mogę mieć wszystkie trzy czytane naraz książki przy sobie ;) Oczywiście nie próbuję nawet porównywać ebooków do prawdziwych książek. Przekręcanie kartek, zapach farby drukarskiej czy zniszczonego, przesiąkniętego różnymi zapachami papieru ma w sobie ogromną magię, której niczym nie da się zastąpić.

11. No a teraz przerzucę się na literaturę dziecięcą ;)

No i to by było wszystko. Nominować nie mam kogo, ale zabawa była przednia. Super się czułam pisząc tę notkę. Dzięki Anetko! :)