Tak, oficjalnie podaję do wiadomości, choć powinnam to zrobić dawno temu: znów jestem w ciąży! I to już za połową, dokładnie w 24 tygodniu. Wiem, że wiele miesięcy mnie tu nie było, ale tak dużo nam się dzieje w życiu, że ciężko nadążyć i spisać to wszystko. Dlatego też dziś post krótki, ale treściwy, a wkrótce mam nadzieję, że w końcu ruszę z tymi wszystkimi postami, które mam zapisane w głowie ;) Ale teraz zajmuję się rzeczami typowo przyziemnymi, jak na przykład przeprowadzka do Wrześni (pod Poznaniem) gdzie mąż dostał nową pracę. Zawirowań przy tym jest sporo i wciąż jeszcze nie wiemy kiedy dokładnie się przenosimy. W międzyczasie biegam za swoim małym chochlikiem Michałkiem, którego jest wszędzie pełno, w końcu ma już 2 lata i 4 miesiące i jak na ten wiek przystało, niesamowicie dokazuje ;) No i oczywiście oprócz tego chodzę regularnie na wizyty do ginekologa. Tydzień temu dowiedziałam się w końcu, że noszę pod sercem córeczkę! Śmiałam się już jakiś czas temu, że córeczka byłaby dla mnie, a synek dla Michałka ;) Najważniejsze było jednak dla mnie, żeby dziecko było zdrowe i taką informację uzyskałam. To mnie cieszyło najbardziej. A płeć? Mam wrażenie, że obcych ludzi i resztę mojego otoczenia bardziej cieszy ta dziewczynka niż mnie ;) Pewnie dlatego, że wszystkim się wydaje, że musi być w rodzinie "parka". Tak jakby na dwójce miało się już na zawsze skończyć i jak jest dwóch chłopaków to już tragedia ;) Ja tam trzeciego chochlika nie wykluczam, ale to już plany na daleką przyszłość ;) Obecnie cieszę się, że jest córcia, a jak się na kolejnym USG nagle okaże, że chłopak to też będę szczęśliwa, o! :D
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przeprowadzka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przeprowadzka. Pokaż wszystkie posty
piątek, 23 września 2016
środa, 15 kwietnia 2015
Zaległości
No właśnie, narobiło mi się zaległości na blogu. A to wszystko przez to, że wynajęliśmy inne mieszkanie. I jak to przy przeprowadzce mieliśmy masę roboty, zwłaszcza, że przy małym dziecku roboty jest dwa razy więcej ;) Mieszkanie mamy takie same jak poprzednie jeśli chodzi o metraż, natomiast zmieniło się to, że wcześniej mieszkaliśmy praktycznie w jednym pokoju, bo drzwi były tam tylko do sypialni i to przesuwne, a do tego kiepsko chodziły. Reszta mieszkania była otwarta więc gdy dziecko usypiało nic nie można było zrobić, bo się budziło. Teraz mamy dwa oddzielne pokoje i dużo więcej mebli. Wszystko jest super. Michałek na początku raz się wystraszył, ale szybko mu to przeszło i z zainteresowaniem buszował po nowych kątach. Chociaż pierwsze dni tutaj były ciężkie. Mąż znów wrócił do pracy w godzinach biznesowych 8-16 więc Michałek przyzwyczajony do jego obecności w domu, gdy zostawał ze mną sam był marudny i ciągle chciał się nosić na rękach. A może po prostu miał tylko takie humory? Nie wiemy. Teraz jest raz lepiej, raz gorzej, ale ogólnie ok. Śpi już tylko raz w ciągu dnia więc moje poranne kawki odeszły w niepamięć. Przy takim smyku nie da się nic spokojnie zjeść ani wypić. Do wszystkiego pcha paluszki :) No i jest kochany, coraz lepiej chodzi gdy się go trzyma pod paszkami, potrafi chwilę ustać bez trzymania, rozumie coraz więcej. A od dwóch dni wyciąga mi ze stanika wkładki laktacyjne :D No, w końcu wczoraj skończył 11 miesięcy, a dwa dni temu nam stuknęły dwa lata od ślubu :)
Z nowości, które się u nas działy to jest jeszcze wózek. Tak, zdecydowaliśmy kupić Michasiowi spacerówkę. Początkowo miał to być wózek, który zastąpiłby nasz wielofunkcyjny. Stąd myślałam o takich wózkach jak Milly Mally Vip, Baby Design Walker, Coto Baby Blues czy Caretero Monaco. Chciałam, żeby synek miał tackę, żeby wózek był wygodny, łatwo się prowadził i składał do małych rozmiarów, ale przede wszystkim aby miał jedną rączkę! Bardzo często zdarza mi się prowadzić wózek jedną ręką i wiem, że przy dwóch uchwytach nie da się wygodnie prowadzić takiej parasolki jedną ręką. A co będzie jak młody będzie dreptał obok za rączkę? Ważnym elementem przy wyborze wózka była dla mnie też jego waga oraz wysokość siedziska. Większość spacerówek ma bardzo niskie oparcie i już teraz Michałek nie miał w nich gdzie oprzeć głowy. No a jeśli chodzi o wagę, to okazało się, że wybrane przeze mnie wózki mają bajery, typu tacka, ale są ciężkie (ok. 10 kg; poza Caretero, który waży 8 kg, ale nie mogłam go nigdzie obejrzeć) Ostatecznie decyzję podjęłam zupełnie inną niż na początku się spodziewałam. Zrezygnowałam z wózków z tacką dla dziecka, wszystkimi bajerami a zostawiłam w kryteriach tylko jedną rączkę, wagę i wysokość oparcia i tak właśnie nagle wybrałam wózek którego początkowo w ogóle nie oglądałam: Baby Design Mini (w kolorze zielonym)

Nie jest to Audi wśród wózków, ale kosztował niedużo, waży 7,2kg, ma tackę przy pojedynczej (!) rączce i Michaś się mieści na długość :) No i ogromnym plusem tej spacerówki jest buda. W porównaniu z innymi wózkami tego typu ten z budą wygrywa na starcie! Żadna pogoda nam nie straszna!

A czemu akurat taki mały wózek, z małymi kołami, z wąskim siedziskiem gdzie nie wsadzę zimowego śpiworka? Bo okazało się, że pokochałam nasz wózek wielofunkcyjny Camarelo (wkrótce również jego recenzja) Zdecydowałam w końcu, że nasza spacerówka Baby Design jest wózkiem na wyjazdy, bo zajmuje mało miejsca w bagażniku oraz po prostu na lato no i na przyszłość gdy wózek będzie potrzebny tylko wtedy gdy dziecku zmęczą się nóżki ;) A Camarelo posłuży nam jeszcze na trudniejszym terenie no i w zimie, żeby Michałkowi było cieplej i wygodniej, a mi łatwiej prowadzić wózek po śniegu.
O, i tak to u nas wygląda :)
Z nowości, które się u nas działy to jest jeszcze wózek. Tak, zdecydowaliśmy kupić Michasiowi spacerówkę. Początkowo miał to być wózek, który zastąpiłby nasz wielofunkcyjny. Stąd myślałam o takich wózkach jak Milly Mally Vip, Baby Design Walker, Coto Baby Blues czy Caretero Monaco. Chciałam, żeby synek miał tackę, żeby wózek był wygodny, łatwo się prowadził i składał do małych rozmiarów, ale przede wszystkim aby miał jedną rączkę! Bardzo często zdarza mi się prowadzić wózek jedną ręką i wiem, że przy dwóch uchwytach nie da się wygodnie prowadzić takiej parasolki jedną ręką. A co będzie jak młody będzie dreptał obok za rączkę? Ważnym elementem przy wyborze wózka była dla mnie też jego waga oraz wysokość siedziska. Większość spacerówek ma bardzo niskie oparcie i już teraz Michałek nie miał w nich gdzie oprzeć głowy. No a jeśli chodzi o wagę, to okazało się, że wybrane przeze mnie wózki mają bajery, typu tacka, ale są ciężkie (ok. 10 kg; poza Caretero, który waży 8 kg, ale nie mogłam go nigdzie obejrzeć) Ostatecznie decyzję podjęłam zupełnie inną niż na początku się spodziewałam. Zrezygnowałam z wózków z tacką dla dziecka, wszystkimi bajerami a zostawiłam w kryteriach tylko jedną rączkę, wagę i wysokość oparcia i tak właśnie nagle wybrałam wózek którego początkowo w ogóle nie oglądałam: Baby Design Mini (w kolorze zielonym)

Nie jest to Audi wśród wózków, ale kosztował niedużo, waży 7,2kg, ma tackę przy pojedynczej (!) rączce i Michaś się mieści na długość :) No i ogromnym plusem tej spacerówki jest buda. W porównaniu z innymi wózkami tego typu ten z budą wygrywa na starcie! Żadna pogoda nam nie straszna!

A czemu akurat taki mały wózek, z małymi kołami, z wąskim siedziskiem gdzie nie wsadzę zimowego śpiworka? Bo okazało się, że pokochałam nasz wózek wielofunkcyjny Camarelo (wkrótce również jego recenzja) Zdecydowałam w końcu, że nasza spacerówka Baby Design jest wózkiem na wyjazdy, bo zajmuje mało miejsca w bagażniku oraz po prostu na lato no i na przyszłość gdy wózek będzie potrzebny tylko wtedy gdy dziecku zmęczą się nóżki ;) A Camarelo posłuży nam jeszcze na trudniejszym terenie no i w zimie, żeby Michałkowi było cieplej i wygodniej, a mi łatwiej prowadzić wózek po śniegu.
O, i tak to u nas wygląda :)
czwartek, 1 sierpnia 2013
Dorosłe życie.
110 dni od ślubu. Jak ten czas leci. Nawet się nie czuje jego upływu, dopóki człowiek nie siądzie, żeby zastanowić się nad życiem. Jako dzieci prowadzimy beztroskie życie, bez zmartwień i obowiązków. Jako nastolatki... cóż, niewiele się zmienia ;) Dopóki jest szkoła, czy studia, mało kto zastanawia się nad przyszłością. "Jakoś to będzie, co ja tam będę planować". Coś w tym jednak jest... Czuję to teraz, po przeprowadzce. Tak, właśnie wyprowadziłam się z rodzinnego miasta. Dzieli mnie teraz od niego 500km. To ogromne błogosławieństwo, że mój mąż dostał pracę, że wynajęliśmy sobie własne mieszkanie, że zaczęliśmy to prawdziwe, dorosłe życie. Z drugiej jednak strony... tęskni się za rodziną, znajomymi, okolicami, które znało się od dziecka i tyle lat odkrywało.
Podczas gdy mąż jest w pracy, ja między przeszukiwaniem ofert dla siebie, zajmuję się typowo babskim zajęciem: sprzątam, gotuję, prasuję ;P Nie ukrywam, że wolę to od chodzenia co rano do biura i gapienia się w komputer przez 8 godzin. Dzięki temu mam też czas dla siebie. Mogę posiedzieć i pomarzyć, coś zaplanować, pomyśleć o życiu. Warto w bałaganie codzienności zastanowić się nad życiem, nad tym czego pragniemy i zebrać siły, aby do tego dążyć. Tak poważny i trudny krok jak np. nasza przeprowadzka, też może być naprawdę dobrym punktem w naszym życiu. Pozwala zacząć coś lub zmienić i rozpocząć na nowo. Życie mamy tylko jedno, a to dorosłe jest nieraz wymagające. Ale ważne, by iść przez nie z uśmiechem i cieszyć się nim, nawet tam gdzie jest ciężej niż zwykle :)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)